konecki skarżyski starachowicki ostrowiecki opatowski sandomierski staszowski kielecki buski Kielce jędrzejowski włoszczowski pińczowski kazimierski
Miasto
Kielce

Rusza Kampania Białej Wstążki

24 listopada konferencją inauguracyjną w Zespole Szkół Muzycznych im. Ludomira Różyckiego pt. „Od 10 lat razem przeciw przemocy w rodzinie”  rozpoczyna się jubileuszowa kampania „Biała Wstążka”. Spotkania edukacyjne, wykłady, zajęcia psychoedukacyjne oraz sportowe dla dzieci i dorosłych potrwają do 10 grudnia.                                                        

Biała Wstążka to ogólnoświatowa kampania poświęcona problemowi przemocy wobec kobiet. Zainicjowana została w Kanadzie w 1991 roku przez mężczyzn, którzy chcieli uczcić pamięć 14 kobiet zamordowanych dwa lata wcześniej na montrealskiej politechnice. Kanadyjczycy na znak sprzeciwu wobec używania przemocy w stosunku do kobiet nosili białe wstążki. W ciągu dwóch miesięcy aż 100 tysięcy mężczyzn w Kanadzie założyło białe wstążki, mówiące o tym, że sami nigdy nie będą sprawcami przemocy wobec kobiet i będą się przeciwstawiać wszelkim jej przejawom. Obecnie kampania prowadzona jest w 55 państwach. Dokładny program kampanii w Kielcach można znaleźć na stronie urzędu miasta.


A poniżej wywiad z Magdaleną Staniek – psycholog i psychoterapeutą pracującą z osobami dotkniętymi przemocą.


NIE UDAWAJ, ŻE NIE WIDZISZ - STOP PRZEMOCY!

 Zacznę nietypowo, bo trochę od końca. Wiadomo, że  każdy pacjent, który do Pani trafia, ma inną historię. Ale zapewne są osoby, których przypadki zapamiętuję się na długo. Najtrudniejszy przypadek w Pani karierze to…

 

- Hmm, przemoc to w ogóle trudny temat, ale dla mnie zdecydowanie najtrudniej jest wtedy, gdy spotykam się z krzywdą dziecka, i to niezależnie od tego, czy rzeczywiście siedzi przede mną młody człowiek, który jest krzywdzony, czy też siedzi przede mną dorosły, który opowiada o swoim dzieciństwie, o swojej krzywdzie dziecka, która cały czas w nim pracuje. Jest mi trudno też wtedy, gdy cała niemalże historia życia pacjenta czy pacjentki jest niejako wypełniona przemocą – najpierw ktoś wychowywał się w domu przemocowym, potem związał się ze sprawcą przemocy, potem
z kolejnym... 

Mówi Pani, że są osoby, których całe życie wypełnione jest przemocą. Są osoby, które cierpią, ale same nie są w stanie sobie pomóc. Z drugiej strony wiele osób uważa, że nie należy mieszać się w tzw. sprawy rodzinne. Jak pomóc osobom, które doświadczają przemocy, ale same nie potrafią zwrócić się o pomoc?

 

- Przede wszystkim należy reagować i nazywać rzeczy po imieniu. Nie mówić, że przemoc to konflikt małżeński. Nie udawać, że się nie widzi. Jeśli na ulicy widzimy kieszonkowca, który wyrywa staruszce torebkę, to nie mamy większych wątpliwości, by zadzwonić na policję i złożyć odpowiednie zeznania, jeśli zaś widzimy matkę, która szarpie swoim dzieckiem, lub mężczyznę, który obraża kobietę, to odwracamy głowę, udajemy, że nie słyszymy. A czy poniżone dziecko to mniejsze przestępstwo niż kradzież torebki, w której jest 50 zł? Wydaje się, że nie. Po pierwsze więc reagować. Nie udawać, że nie słyszymy, gdy mąż przyjaciółki obraża ją podczas imprezy. Bo jeśli nie reagujemy, to ona myśli, że wszystko jest OK, że może powinno być tak, jak jest, że może to z nią jest coś nie tak, że czuje napięcie i przykrość, gdy on się z niej naśmiewa. Warto nazywać:  „słuchaj, ja widzę, co on ci robi, moim zdaniem to jest przemoc”. Ale nie zostawiajmy ofiary tylko z taką informacją – pokażmy jej, gdzie może znaleźć pomoc, może dajmy ulotkę jakiejś organizacji, która pomaga osobom doświadczającym przemocy, może opowiedzmy o ośrodku interwencji kryzysowej. No a jeśli słyszymy krzyk dziecka za ścianą, to zadzwońmy na policję lub zgłośmy tę sprawę do ośrodka pomocy społecznej. Psycholodzy społeczni mówią o zjawisku rozproszonej odpowiedzialności – mechanizmie, który polega na tym, że zawsze wydaje nam się, że to inni zareagują. Pamiętajmy więc o tym, że inni też podlegają temu mechanizmowi, i w ten sposób nikt może nie zareagować.

Nie jest  łatwo zostawić wszystko i zacząć od nowa. Co zwykle jest tym momentem przełomowym, że ofiara przemocy mówi: dość!

 

- Proces odchodzenia od sprawcy nigdy nie wygląda tak samo. Trudno też jednoznacznie wskazać impuls, który o tym decyduje. Mam wrażenie, że każda historia wygląda nieco inaczej. Momentem przełomowym może być praktycznie wszystko – są kobiety, dla których tym impulsem jest moment, w którym sprawca zaczyna krzywdzić też dzieci. Sytuacje, w których przemoc staje się coraz bardziej nasilona. Nierzadko też impulsem jest to, że przemoc wreszcie zostania zauważona przez kogoś z zewnątrz – dziecko opowie w szkole o tym, co się dzieje w domu; pobicie jest tak silne, że konieczna jest pomoc medyczna; akt przemocy jest tak silny, że osoba doświadczająca przemocy wzywa policję, gdyż boi się, że tym razem nie przeżyje. Impulsem może być też utrata nadziei na to, że on się jednak zmieni, lub spotkanie kogoś, kto przeżył podobną historię i sobie poradził. Bywa więc różnie i rzeczywiście proces ten nie jest łatwy.

 Kobieta, która decyduje się odejść od męża oprawcy, musi gdzieś się zatrzymać, uspokoić, nabrać sił. Ale czasem zdarza się, że do niego wraca. Co decyduje o tym, że jednym się udaje wyjść na zawsze z domu, w którym stosowano przemoc, a niektórym nie?

- O „sukcesie” decyduje rodzaj wsparcia i pomocy, jaką osoba dotknięta przemocą otrzymuje. Jeśli decyduje się odejść, ale słyszy od na przykład swojej matki – „no co ty, przecież mąż to jednak mąż, spróbujcie się jakoś dogadać”, może to być głos, który spowoduje wycofanie z tej drogi. Jeśli jednak osoba decydująca się odejść, chcąca przerwać przemoc, usłyszy od innych – mamy, przyjaciółki, szefa – „wspieram cię w tym, nie zgadzaj się więcej na takie zachowania, jeśli chcesz, możesz u mnie zamieszkać”, to będzie to coś, co może jej bardzo pomóc. Zobaczy bowiem, że nie jest „skazana” na przemoc, że poza życiem w przemocy jest jeszcze jakiś inny świat i ona w tym świecie może znaleźć swoje miejsce. Bardzo ważnym ogniwem są też instytucje powołane do pomagania – ośrodki pomocy społecznej, policja, organizacje pozarządowe itp. To tam osoba doświadczająca przemocy może się dowiedzieć i usłyszeć, że jednak można inaczej. Może też otrzymać bardzo konkretne wsparcie – schronienie, pomoc prawną, pomoc psychologiczną itp. I myślę, że to może być ten właśnie impuls, który decyduje – świadomość tego, że przerwanie przemocy jest możliwe i że nie będę w tym sama, to oczywiście będą moje autonomiczne decyzje, ale będą mnie w nich wspierać inni. Jeśli jest więc odpowiednia sieć wsparcia, to zaczynanie wszystkiego od nowa jest łatwiejsze. A bez sieci wsparcia może być niemożliwe.  

Wydaje mi się, że ta sieć wsparcia, o której Pani wspomniała, w dużej mierze zależy od tego, z jakiego środowiska się ktoś wywodzi. Ile prawdy jest w stereotypie wiejskiego, sielskiego życia, że „sprawy rodzinne” rozstrzyga się w czterech ścianach i wstyd dzwonić po policję, bo sąsiedzi zobaczą….

 

- Wydaje się niestety, że ten stereotyp ma w sobie dużo prawdy. Po pierwsze, w mniejszych społecznościach jest niewielki dostęp do pomocy fachowej – nie ma ośrodków interwencji kryzysowej, pracownicy ośrodków pomocy społecznej często nie mają odpowiedniego przeszkolenia i po prostu wiedzy na temat tego, jak pomagać dotkniętym przemocą. Po drugie, niestety jest większa tolerancja na przemoc – bicie żony wydaje się czymś normalnym, nadużywanie alkoholu to standard. No i wszechobecny mit, że rodzina to rodzina i nie należy do niej włazić z butami. W większych społecznościach działają również takie mity, ale jest coś, co może pomóc – anonimowość. Na wsi, jeśli ofiara przemocy wezwie policję, to następnego dnia wiedzą o tym wszyscy, w mieście – może być o tyle łatwiej, że niekoniecznie innym chce się interesować życiem sąsiada.

Przemoc w rodzinie kojarzy nam się z podbitym okiem, złamaną ręką itd. Ale przecież przemoc może mieć różne oblicza, jak choćby znęcanie się psychiczne… W takich wypadkach też trzeba szukać pomocy?


- Przemoc fizyczna to oczywiście niejedyna forma przemocy, choć tę najłatwiej zobaczyć. Na przemoc składa się również to, o czym Pani wspomniała, czyli agresja słowna, nazywana przemocą psychiczną. Nie wolno nam jednak zapominać również o przemocy seksualnej, która wiąże się
z największym wstydem, a jednocześnie dotyka osobę ją doświadczającą w najczulszym i najbardziej delikatnym punkcie. I mówiąc o przemocy seksualnej, pamiętajmy, że to nie tylko gwałty, lecz także zmuszanie do niechcianych praktyk seksualnych, wyśmiewanie partnera seksualnego, niechciany dotyk, zmuszanie do oglądania pornografii czy wreszcie dowcipy o treści seksualnej. Inna forma przemocy to przemoc ekonomiczna, gdy na przykład partner, małżonek czy rodzic ogranicza dostęp do dóbr materialnych, podważa potrzeby swoich bliskich, kontroluje wydatki, wydziela pieniądze itp. Także przemoc to naprawdę szerokie zjawisko. Ale wracając do przemocy psychicznej, słownej i pytania o to, jak z nią walczyć... Myślę, że tu wiele zależy od tego, jak rozumiemy walkę – jeśli wyobrażamy sobie, że walka ma doprowadzić do tego, że ktoś przestanie nas obrażać, wyzywać itp., to może się okazać, że nigdy nie wygramy takiej walki. Jak po prostu nigdy nie wygramy walki z przemocą fizyczną. To zresztą jeden z ważnych mechanizmów podtrzymujących przemoc – przekonanie, że w końcu zrobię coś takiego, tak z nim porozmawiam, że on się zmieni, że stanie się inny, że będzie czuły, miły i kochający.  To bardzo trudne do uznania, ale niestety prawdziwe – sprawca przemocy nie chce być miły, czuły i kochający, on chce być agresywny, chce sprawować kontrolę nad ofiarą, chce krzywdzić.

Innymi słowy obietnice o poprawie, które składa sprawca przemocy, oraz jego zapewniania o tym, jak bardzo kocha rodzinę, są nie do spełnienia?

- Tym różni się agresja od przemocy, że przemoc jest intencjonalna – sprawca krzywdzi, bo tak chce, potrzebuje ofiary nie po to, by ją kochać, szanować i chcieć jej dobra, ale po to, by sprawować nad nią kontrolę. I walka z tym – niezależnie, czy mówimy o przemocy psychicznej czy fizycznej – może polegać tylko na niezgadzaniu się na takie zachowania, a niezgoda może być wyrażona
w większości wypadków tylko poprzez izolację.

Pani zadaniem jako psychoterapeuty jest wyleczyć „rany duszy” osoby, która doświadczyła przemocy. Ale co to wyleczenie oznacza: zapomnienie, wybaczenie, wyparcie?

- Niewątpliwie „rany duszy” ma każdy, czyje granice były naruszane, czyje bezpieczeństwo było zachwiane itp. Na pewno za wyleczenie zranień nie możemy uznać wyparcia. Wyparcie czy zaprzeczenie to najgorsza rzecz, jaką można zrobić. Oczywiście jako dzieci często mamy tylko tę jedną możliwość – udać przed sobą, że nic się nie stało, że nie cierpię. I wówczas jest to pomocne, bo pozwala przetrwać, bo może chroni przed tym pójściem w narkotyki, samookaleczanie się itp. Ale
w dorosłości wypieranie i zaprzeczanie może właśnie prowadzić do większego zła – np. wyobraźmy sobie mężczyznę, który w dzieciństwie został porzucony przez ojca i ten ojciec popełniał przestępstwo, nie płacąc alimentów, i taki mężczyzna, jeśli trwa w zaprzeczeniu, to będzie utrzymywał, że niepłacenie alimentów to nic takiego, będzie wyśmiewał pomysły władz, że chcą „alimenciarzy wsadzać do więzienia” i w efekcie sam może swoje dzieci skrzywdzić w dokładnie ten sam sposób i nie łożyć na ich utrzymanie. Ale jeśli ten sam mężczyzna uzna, że tamta krzywda była dla niego raniąca, że było mu bardzo źle, że ojciec nie tylko nie miał dla niego czasu, ale nawet nie dał mu pieniędzy, przez co mama musiała pracować na dwóch etatach i w ogóle nie miała dla niego czasu, jeśli to zobaczy, przepłacze, to jest większa szansa, że sam nie powtórzy tego schematu i że nie będzie w nim zgody na taką przemoc. Tak więc wyleczenie tych ran duszy to przede wszystkim uznanie swojej krzywdy, przepłakanie jej i w końcu zobaczenie, że teraz mogę działać po swojemu, że teraz to ja wybieram, jak będzie wyglądać moje życie. I że mogę być wobec siebie czuły, współczujący, dobry...

To w odniesieniu do krzywd doznanych w dzieciństwie. A co z osobami, które doświadczyły przemocy w dorosłym życiu?

    - Jeśli  chodzi o przemoc doznaną w dorosłości, to leczenie oprócz uznania, że to, co mnie spotkało, to była przemoc, polega też na swoistym „wykasowaniu” z głowy ofiary sprawcy. Osoby doświadczające przemocy zaczynają bowiem myśleć jak ich sprawca, czyli zaczynają wierzyć w to, że są do niczego, że są głupie, że bez niego sobie nie poradzą, że gdyby nie on, toby skończyły bardzo źle. W terapii staramy się więc odbudowywać myślenie ofiary sprzed przemocy – chcemy, by zobaczyła swoje sprawstwo, swoje zasoby, by znów zaufała sobie. Na późniejszym etapie pracy czasem staramy się odpowiedzieć na pytanie, jak to się stało, że do tego doszło? Jak dałam się uwikłać? I robimy to nie po to, by szukać winy w pokrzywdzonym, ale by osoba doświadczająca przemocy mogła zobaczyć, gdzie były jej słabe punkty, które wykorzystał sprawca, i by w przyszłości – dzięki tej wiedzy – mogła się ustrzec przed uwikłaniem się w kolejny przemocowy związek. 

Autor: Kinga Rodkiewicz
Email: k.rodkiewicz@lokalny.info
Data publikacji: 2016-11-24 15:42

4 komentarzy

witold
2016-11-24 19:47:42

bardzo wyczerpujący tekst,łaczy rzeczowe i praktyczne informacje i rady z głeboką empatią jego autora,dziękuję

india2900
2016-11-24 19:39:50

Oby więcej takich wywiadów. Na ważne społecznie tematy i z mądrymi ludźmi.

marylinmonroe
2016-11-24 19:38:08

Dobrze, że został poruszony temat przemocy, bo ona często dzieje się za czterema ścianami. Trzeba o tym głośno mówić i uwrażliwiać ludzi na nią.

jahoo
2016-11-24 19:35:24

Bardzo mądre słowa pani psycholog o przemocy. Dziękuję autorce za wywiad i poruszenie tego tematu

Napisz komentarz