konecki skarżyski starachowicki ostrowiecki opatowski sandomierski staszowski kielecki buski Kielce jędrzejowski włoszczowski pińczowski kazimierski
Miasto
Kielce

Trudne rozstania – zerwij z nieśmiałością

Spocone dłonie, łamiący się głos, uciekające spojrzenie, wypieki na policzkach – wszystko to osoby nieśmiałe znają z autopsji. Jak sobie radzą w dzisiejszej „krzykliwej” rzeczywistości, w której trzeba umieć siebie „sprzedać”? Z okazji Dnia Osób Nieśmiałych obchodzonego 14 stycznia o nieśmiałość i śmiałość pytam Magdalenę Staniek – psycholog, autorkę poradnika „Nieśmiałość. Zmień myślenie i odważ się być sobą”.  

Kinga Rodkiewicz: Czy z nieśmiałością się rodzimy? A może ją nabywamy pod wpływem doświadczeń życiowych?

Magdalena Staniek: – Z nieśmiałością jest tak jak z większością naszych cech osobniczych – jest wypadkową uwarunkowań biologicznych, w tym temperamentalnych, oraz wpływów środowiskowych. Mówiąc wpływy środowiskowe, mam na myśli wychowanie w rodzinie, w grupie rówieśniczej, w szkole itp. Jedno i drugie jednakowo decyduje o tym, jakimi stajemy się ludźmi, i żadne nie jest w 100 proc. dominujące. Raczej nie zdarzają się sytuacje przełomowe, które mogłyby spowodować, iż ktoś nagle staje się osobą nieśmiałą. Oczywiście różne wydarzenia wpływają na zmiany w naszym funkcjonowaniu i może być tak, że nieprzyjemne zdarzenie, typu upokorzenie w jakiejś sytuacji społecznej, może spowodować chęć unikania podobnych sytuacji, ale wówczas nie mówimy o pojawieniu się nieśmiałości, lecz raczej o lęku społecznym.

Jak by Pani scharakteryzowała nieśmiałość? Głównie kojarzymy ją z lękiem przed ludźmi, wydarzeniami, które mogą nas zaskoczyć…

– Nieśmiałość to pewien rodzaj niepewności w relacjach interpersonalnych, brak swobody, jest też w niej obecny jakiś rodzaj lęku przed ludźmi, przed tym, że mogą być krytyczni, nieakceptujący, odrzucający. Nieśmiali obawiają się tego, że źle wypadną, mają wiele wątpliwości co do tego, jak się mogą zachować, co wypada, a co nie. Jeśli mówimy o lęku przed wydarzeniami, które mogą nas zaskoczyć, to mają one duży wpływ na swoistą „uciążliwość” nieśmiałości – nowe sytuacje i nowe osoby to elementy, które potęgują napięcie i niepewność nieśmiałych. Sytuacje znane, osoby bliskie zaś tę niepewność zmniejszają.

Czyli wtedy brylują na salonach? Bycie w centrum uwagi im nie przeszkadza?

– Nie. Nie jest oczywiście tak, że nieśmiali w bezpiecznym dla siebie otoczeniu przeobrażają się nagle w duszę towarzystwa, ale na pewno czują się swobodniej, łatwiej im nawiązywać relacje, ujawniać siebie itp. Na nieśmiałość składa się też postrzegany czy wyobrażony brak umiejętności społecznych – mówię postrzegany, gdyż często jest tak, że to nieśmiali widzą siebie samych jako osoby o niskich umiejętnościach społecznych, a otoczenie może mieć na ten temat zupełnie odmienne zdanie. Jednak to postrzeganie siebie jako nieudolnego społecznie powoduje duże napięcie i prowadzi do wycofywania się z relacji, unikania kontaktu, no i wzmocnienia myślenia o sobie jako o nieśmiałym. Tak naprawdę o byciu nieśmiałym decyduje to, czy tak o sobie myślimy czy też nie. Przekonanie „jestem nieśmiały” to – powiedziałabym – trzon nieśmiałości.

Osobom nieśmiałym zdecydowanie nie jest łatwo w dzisiejszym świecie, w którym należy się umieć „sprzedać” np. w kontekście szukania pracy. Jak w takich sytuacjach odnajdują się osoby nieśmiałe? Czy jest lista zawodów, które pozostają poza ich zasięgiem?

– Rzeczywiście, świat współczesny wydaje się bardziej przyjazny dla śmiałych, przebojowych i – jak to Pani powiedziała – umiejących się „sprzedać”. Ja jednak polemizowałabym z tym pierwszym – dość oczywistym wydaje się – spostrzeżeniem i wrażeniem. Oczywiście, że pewnie są zawody, których nieśmiali być może nie wybierają – myślę przede wszystkim o handlu, sprzedaży bezpośredniej, być może zarządzaniu. Myślę sobie jednak, że równocześnie jest cała gama zawodów, w których trudno byłoby się odnaleźć tym, którzy robią karierę we wspomnianym handlu. Wyobrażam sobie, że ktoś, kto czuje się jak ryba w wodzie wówczas, gdy może prezentować siebie, stosować sprytne triki i sztuczki marketingowe, miałby ogromny kłopot, by odnaleźć się w zawodach tzw. społecznych – pielęgniarka, psychoterapeuta, pracownik socjalny itp. To przecież zawody, w których trzeba rozumieć emocje, umieć słuchać drugiego, potrafić się zempatyzować itp. Tak więc – nie zapominajmy, że społeczeństwo potrzebuje wszystkich – przebojowych sprzedawców i marketingowców, ale również mniej przebojowych, lecz bardziej umiejących słuchać pracowników socjalnych. Oczywiście rozmowa kwalifikacyjna, o której Pani wspomniała, na pewno będzie wiązała się z większym stresem dla osób nieśmiałych. Nie jestem pewna jednak, czy musi to przesądzać o niepowodzeniu. Czasem proszę moich pacjentów, którzy mają kłopot z nieśmiałością i nadmiernym stresem w różnych sytuacjach społecznych, i jednocześnie są przekonani, że inni bardzo źle ich oceniają właśnie przez to, że widać ich zahamowanie i niepewność, o to, by przeprowadzili sondaż wśród swoich znajomych, bliskich itp. W sondażu pytają o to m.in., co ktoś sobie myśli o osobie, która się stresuje podczas wygłaszania referatu czy właśnie na rozmowie kwalifikacyjnej. Wyniki tych minisondaży są zawsze bardzo podobne i oscylują wokół stwierdzeń w gruncie rzeczy pozytywnych, jak np. „myślę, że bardzo jej zależy na tym, by dobrze wypaść”. Okazuje się, że nieśmiałość, niepewność czy widoczne zestresowanie może być atutem. A poza wszystkim – to przecież normalne i ludzkie, że każdy z nas czasem czuje się zaniepokojony, niepewny, że trudno nam, gdy przychodzimy do nowej pracy czy właśnie na rozmowie kwalifikacyjnej. Nikt z nas, na szczęście, nie jest robotem czy komputerem. By jednak zbyt nie gloryfikować nieśmiałości... Nieśmiali na pewno w wielu sytuacjach społecznych ponoszą większe koszty, wiele rzeczy jest dla nich trudniejszych, i to na pewno jest powód do tego, by z własną nieśmiałością się mierzyć, zaprzyjaźniać i rozstawać.

Co do mierzenia się z nieśmiałością... to często otoczenie zmusza osobę do konfrontacji z własnym lękiem, np. szef wyznacza taką osobę do wygłoszenia przemówienia. Czy takie postawienie pod ścianą może być pomocne?

– Pokonywanie nieśmiałości to wychodzenie ze swojej strefy komfortu, robienie rzeczy, których dotąd się nie robiło. Czasem poza strefę komfortu „wypychają” osoby bliskie – przyjaciel, małżonek, terapeuta czy właśnie szef. Delikatne wypychanie czy zachęcanie do nowości może być jak najbardziej pomocne. To trochę tak jak z wychowywaniem dziecka – mądry rodzic delikatnie zachęca do nowych rzeczy, nowych działań, dodając do tego jakże istotny przekaz – „wiem, że dasz radę”. Bo w wypychaniu ze strefy komfortu jest ważne to, by nie wypchnąć za bardzo – w strefę paniki – lecz tak w sam raz – w strefę uczenia się. Czyli jeśli szef każe swojemu pracownikowi, który nigdy nie zabierał głosu na zebraniach 5-osobowego zespołu, wygłosić przemówienie w obcym języku dla 100-osobowej grupy, to zdecydowanie dla nieśmiałego może to być zbyt trudne i zamiast podjęcia wyzwania, może spowodować chęć ucieczki. Myślę, że ważna jest też zasada, by nie zachęcać innych, w tym przypadku nieśmiałych, do robienia czegoś, czego sami nie potrafimy czy boimy się zrobić. Wówczas nasze działania nie są stymulowaniem drugiego w kierunku rozwoju, lecz raczej są czymś, dzięki czemu sami się odbarczamy. To też może w nieśmiałym, zresztą nie tylko w nieśmiałym, bo chyba nikt z nas nie lubi być wykorzystywany, wzbudzić złość.

A może skutecznym antidotum na nieśmiałość mogą być marzenia, które wymagają przełamania własnego lęku i zmiany myślenia? Chyba że jest wręcz odwrotnie i niespełnione marzenia (z powodu nieśmiałości) prowadzą do frustracji, złości i pogłębiają nieśmiałość?

– Myślę, że marzenia są dobrym motywatorem. Zresztą – zatrzymajmy się na chwilę nad tym, co pcha ludzi do zmiany, co powoduje, że chcemy coś zmienić w swoim życiu, np. chcemy przestać być nieśmiali? Wydaje się, że do zmiany dążymy wówczas, gdy ponosimy w swoim życiu jakieś konsekwencje braku zmiany. Jeśli na przykład jestem nieśmiała i mam marzenie, że chciałabym podróżować po świecie, a do tego potrzebuję znać jakiś język obcy, ale nieśmiałość powoduje, że nawet jeśli chodzę na kurs, to nie odzywam się, nie ćwiczę mówienia i w efekcie nie za bardzo zbliżam się do realizacji swoich marzeń, to to może być moment, w którym zdecyduję się zacząć pracować nad nieśmiałością, bo widzę realne konsekwencje bycia nieśmiałą. Tak więc marzenia jak najbardziej mogą być czymś, co ułatwia wychodzenie z nieśmiałości.

Wspomniała Pani o wychodzeniu z nieśmiałości. Mam wrażenie, że z pomocą osobom nieśmiałym przyszły media społecznościowe. Pierwsze kontakty mogą nawiązać za pomocą Internetu, np. szukając drugiej połowy. Zgodzi się z tym Pani czy jednak zasłona ekranu komputera tylko pogłębia nieśmiałość?

– Ten obszar wydaje się jeszcze nie do końca zbadany. W pierwszym odruchu może się wydawać tak, jak Pani wspomniała, że Internet ułatwia nawiązywanie relacji, że pozwala na to przełamywanie lodów. Niepozbawione prawdy jest również to stwierdzenie, że szklany ekran jednak oddziela od innych. Ja czytałam kiedyś o badaniach, które pokazały, że nasze zachowania w sieci i poza siecią są bardzo podobne, co oznacza, że osoby otwarte, śmiałe w realnym świecie są też takie same w świecie wirtualnym, zaś zachowania nieśmiałych, bardziej zachowawczych pozostają takie również w Internecie. Ja myślę sobie, że Internet i obecne w nim media społecznościowe ułatwiają przekraczanie granic fizycznych, przestrzennych, natomiast niekoniecznie są cudownym środkiem na granice psychologiczne. Nie wiem, czy będzie to dobre porównanie, ale spróbuję... Ja część swojej pracy psychoterapeutycznej wykonuję przez Internet – prowadzę konsultacje poprzez Skype'a lub na internetowym czacie – obserwacje z tej części mojej pracy są takie, że nie ma różnic w kontakcie – osoby, które mają trudność w nawiązywaniu relacji, mają ją również wtedy, gdy dzieje się to przez Internet. Tak samo jak w gabinecie, tak i tu muszą pokonywać swoje ograniczenia. Odnosząc to do mediów społecznościowych, jakichś portali randkowych – pewnie jest troszkę łatwiej, ale myślę, że tylko w tym pierwszym kroku, wręcz – kroczku. Ale już w drugim w głowach nieśmiałych pojawia się to samo pytanie co w realu: „czy jestem OK?”, „czy ktoś mnie zaakceptuje”, „czy wypada to czy tamto”? Internet może się więc wydawać dużym ułatwiaczem i na pewno jest, ale w tym sensie przekraczania granic fizycznych, jednak nie sądzę, by był remedium na nasze lęki, trudności itp. Bo budowanie relacji to po prostu jest ważne zadanie, nie lada przedsięwzięcie, które bywa trudne. Tylko na niskie szczyty wchodzi się bez potu i zadyszki (śmiech).

No właśnie… To co jest tym cudownym środkiem, remedium na nieśmiałość?

– Skoro nawet Internet nie jest cudownym środkiem, to chyba nic :) Wychodzenie z nieśmiałości to żmudna codzienna praca. Nic nie przychodzi ot tak, w jednej chwili. Powiedziałabym, że dobrze jest ukierunkować się na dwie strony – jedna to praca nad swoimi myślami na swój temat, samoakceptacją, wybaczaniem sobie błędów, dawaniem przestrzeni do porażek itp. A druga to trenowanie się w różnych nowych sytuacjach społecznych – wychodzenie do ludzi, znajdowanie sobie aktywności, czasem bardzo prostych, jak wychodzenie na siłownię czy na taniec, czasem bardziej ambitnych, jak nawiązywanie bliższych znajomości, znajdowanie w sobie odwagi do tego, by komuś o sobie powiedzieć, by dać się poznać, by przyznać się do swojej słabości. Tylko w ten bowiem sposób możemy się przekonać, że dokładnie tacy, jacy jesteśmy, jesteśmy do zaakceptowania, że nie musimy stawać się kimś zupełnie innym, by ludzie nas lubili, by chcieli z nami spędzać czas, by chcieli nas pokochać. Dokładnie tacy, jacy jesteśmy, jesteśmy OK.

Dziękuję za rozmowę.

             


Autor: Kinga Rodkiewicz
Email: k.rodkiewicz@lokalny.info
Data publikacji: 2017-01-14 20:23

0 komentarzy

Napisz komentarz